Kiedy zaczynałam swoją drogę jako dietetyk, to wszystko wydawało mi się takie proste. Na uczelni powtarzano mi, jakie rozwiązania wprowadzać na wypadek określonej jednostki chorobowej, gdy kobieta jest w ciąży, czy jak ktoś chce po prostu schudnąć. Po latach praktyki wiem, że nic nie jest „po prostu”, a praca nad sposobem odżywiania to pewien proces. Jeśli interesuje Was, jak postrzegam dzisiejszą dietetykę, jakie są moje marzenia z nią związane oraz o co chodzi z tym tytułowym szukaniem, to zapraszam do lektury poniższego tekstu.
Dietetyka z definicji słownika PWN jest „nauką, która zajmuje się zasadami racjonalnego żywienia człowieka, w zależności od wykonywanej pracy lub stanu zdrowia”. Wydaje się to w pełni logiczne, bo w końcu dietetyk rozdaje rozpiski żywieniowe i doradza jak jeść, żeby być zdrowym. Z biegiem czasu jednak widzę, że dietetyka nie jest taka prosta. Z każdym dniem swojej praktyki dostrzegam, że nie wystarczy powiedzieć pacjentowi, żeby ten zastosował się do wytycznych i że nie wystarczy umówić się na za miesiąc licząc, że ten wróci zdrowszy, szczuplejszy i szczęśliwszy. Takie przypadki są nieliczne i raczej nie należą do mojej codzienności.
Chyba dlatego właśnie postanowiłam zwrócić się w stronę psychodietetyki, która próbuje rozbrajać najpierw problemy zamknięte w czeluściach naszych umysłów, a dopiero później układać plany zdrowego żywienia. A może to wszystko dzieje się jednocześnie? Na to pytanie istnieje jedna, szczególnie uwielbiana przez dietetyków odpowiedź – to zależy od pacjenta. Tak czy inaczej, myślę, że jako psychodietetyk przychodzi mi ścierać się z delikatną materią jaką jest psychologia… „Ścierać,” bo jednak nadal szukam w niej odniesień do tego, jak się odżywiamy. Poszukuję odpowiedzi na pytanie jaka relacja z jedzeniem łączy poszczególne osoby, które się u mnie zjawiają. Nie da się tutaj dać jednej jasnej odpowiedzi, bo niestety w każdym z nas siedzi coś innego. Część będzie odreagowywać stres zajadając się wszystkim, co mu podejdzie pod ręce, inni przeciwnie – nie tkną jedzenia przez trzy dni dopóki emocje nie odpuszczą. Innym przykładem są osoby, które zajadają samotność, nudę, czy nagradzają się jedzeniem, gdy osiągną jakiś sukces.
Niezależnie od tego jakie mamy relacje z jedzeniem to obserwuję, że traktujemy odżywianie jak pewną misję. Gro moich podopiecznych to osoby, które chcą schudnąć. Nie jest to ich pierwsze starcie z procesem odchudzania, a niejednokrotnie któreś z kolei. Przetestowali już wszystko – od diety dr Dąbrowskiej po paleo, kupowali koktajle, suplementy, odwiedzali też wcześniej wielu dietetyków, ale zawsze wracają do punktu wyjścia. Dlaczego? Właśnie dlatego, że ich relacja z jedzeniem nie została odpowiednio uporządkowana i często nie mają nawet świadomości, że coś na tym polu nie gra. No zastanówcie się przez chwilę – czy słowo dieta nie kojarzy Wam się z terminowym rozwiązaniem? No przecież jak dieta się skończy, to się skończy… i co? No właśnie! Co wtedy? Z reguły widzimy moment chwały kiedy to już ważymy 10 kilo mniej i kroczymy w bikini po plaży, ale rzadko kiedy zastanawiamy się co później? Jaki sens ma to bycie na diecie? Przecież nikomu z nas nie chce się w kółko mniej jeść, chudnąć, wracać do wagi, chudnąć – to wszystko powoduje frustrację i w końcu przyjdzie moment, że zaakceptujemy, że nam się już nigdy nie uda schudnąć na stałe, że to pewnie przez hormony, wiek, ciążę, grube kości, czy jakieś inne licho.
Przyszedł moment w którym zamarzyło mi się, abyśmy wyszli ze schematu myślenia, w którym każdy jest na diecie i wspólnie wkroczyli w świat, gdzie każdego dnia kształtujemy nasze zdrowe nawyki żywieniowe. Jakże łatwiejsze jest wprowadzanie zmian w sferze odżywiania, trenowania, czy ogólnie rozumianej higieny życia, jeśli zdamy sobie sprawę, że to codziennymi wyborami – mniejszymi czy większymi – budujemy nowe nawyki. Doceńmy wszystkie małe kroczki, które udaje nam się postawić w drodze do lepszego zdrowia. Na co dzień wymagamy od siebie dużo za dużo i nasze wyobrażenia niejednokrotnie mocno przebijają nasze możliwości. Dlatego doceńmy siebie i te fajne decyzje, które podejmujemy każdego dnia.
Jeśli macie Instagram, to zachęcam Was do dołączenia do zabawy w chowanego, w której to ja szukam, a Wy się chowacie! I jak to w podwórkowej grze miało miejsce, Waszym zadaniem jest odklepywanie się w konkretny sposób. Jaki? Odklepujemy się hasztagiem #123zasiebie, robimy to przy zdjęciach, filmach, stories – gdzie Wam się tylko podoba! Ważne jest to, żeby odklepywać swoje mniejsze lub większe zdrowe wybory. Jakie treści wpisują się w tematykę hasztaga? Od gotowania, jedzenia, robienia zakupów, przez trenowanie, spacery, czytanie książek, po sprzątanie w domu, czy składanie koszul i porządkowanie szaf. Te wrzutki mają pokazywać to, co robicie dla swojego zdrowia fizycznego i psychicznego. Stwórzmy społeczność, w której każdy z osobna lubi siebie i chce dla siebie jak najlepiej, a jednocześnie stanowi wsparcie dla innych wokół swojej osoby.
Mam nadzieję, że dzięki tej akcji w końcu przestaniecie patrzeć na siebie jak na maszynkę do osiągania celów, a diety w końcu przestaną być dla Was centrum wszechświata.
Ściskam i czekam na Was na Insta!
