Asertywność od okazji do okazji


Wielkanoc to taki szczególny czas w ciągu roku, kiedy spotykamy się całymi rodzinami, siadamy przy suto zastawionych stołach i, popijając wódeczkę, rozprawiamy o rzeczywistości. W tym roku nie każdy będzie mieć przyjemność zaznania wspólnej uczty… Jednak razem czy osobno, Święta kojarzą nam się z okazją do porządnego najedzenia się i skonsumowania dań, których na co dzień byśmy nie wybrali. Można powiedzieć, że Święta to niejako pewna okazja w ciągu roku do tego, by się najeść i przy której nie wypada odmawiać. Podobnie jak urodziny, imieniny, ciasto od koleżanki z pracy (bo upiekła), Wigilia pracownicza, Wigilia ze znajomymi, grill u teścia, wesele, komunia i wiele, wiele innych. W ciągu każdego roku, ba!, miesiąca, jesteśmy w stanie wskazać co najmniej jedną okazję, która zniweczy nasze plany względem diety. Co zrobić, żeby nie poddać się presji „wyjątkowych okoliczności”?

Na postawione przeze mnie pytanie odpowiedź jest jedna – trenować asertywność żywieniową.  Zanim jednak do niej przejdziemy, odpowiedzmy sobie na pytanie: czym w ogóle jest asertywność?

Asertywność to umiejętność wyrażania w sposób otwarty własnego zdania oraz uczuć z zachowaniem szacunku do siebie i do swojego otoczenia. W mojej ocenie osoba asertywna jest gotowa na rozmowę i podejmuje się jej, nie narzucając w sposób agresywny swojego zdania. Nie jest cechą, z którą każdy z nas się rodzi — jednym przychodzi łatwiej, innym trudniej. Warto jednak nad nią pracować, aby zachować balans swojego życia. Unikanie zachowań asertywnych będzie wiązać się z wieloma negatywnymi skutkami dla nas samych, w tym narastającą frustracją, poczuciem niesprawiedliwości i gromadzącą się wewnętrznie złością.

No dobrze, ale wróćmy do tematu odżywiania. Asertywność w odniesieniu do żywienia może być czasem mylnie kojarzona z silną wolą. Silna wola wiąże się z samokontrolą, z kolei asertywność dotyczy umiejętności mówienia „nie”.

Urodziny w pracy

.

Jeżeli w moim biurze zjawia się koleżanka, która ma urodziny i proponuje mi kawałek upieczonego przez siebie ciasta, to ode mnie zależy, czy zgodzę się na jego przyjęcie, czy nie. W tym momencie pewnie w części z Was kiełkuje przekonanie, że odmawiając, ranicie uczucia koleżanki i ta może się na Was obrazić. Pamiętajcie, że to jak ona się poczuje jest tylko i wyłącznie uzależnione od niej samej i jedyne, co możecie zrobić w takiej sytuacji to tak sformułować odmowę, aby była ona wyrażona w sposób uprzejmy i jasny dla drugiej osoby. Na przykład, zamiast wypalić: „Nie, dzięki, jestem na diecie”, możecie powiedzieć: „Bardzo Ci dziękuję, jednak właśnie jestem na diecie i ogromnie zależy mi na tym, aby nie jeść słodyczy. Mam nadzieję, że to zrozumiesz”. Sami byśmy zrozumieli i tego też możemy oczekiwać od drugiej osoby.

Wielkanoc, wesele i inne duże okazje

Kiedy zbliża się jakaś okoliczność, która będzie wymagała od nas dużych pokładów asertywności, to warto usiąść z kartką papieru i dobrze zastanowić się na jakim etapie życia jesteśmy i na czym tak naprawdę nam zależy. Warto na nowo doprecyzować swoje cele i rozpocząć Święta z poczuciem pewności co do tego, do czego dążymy. W końcu asertywność ma być zgodna z naszymi wewnętrznymi odczuciami. Niestety z dużą pewnością mogę stwierdzić, że odmowa spotka się z oporem, a nawet agresją z drugiej strony. Ja osobiście stawiałabym na swoim, bo jeśli jestem przekonana, że nie chcę zjeść tego sernika, to po prostu nie chcę tego robić.

Popracuj nad sposobem odmawiania

.

I tutaj sprawę może załagodzić sposób w jaki odmawiamy. Wyobraźmy sobie sytuację przy stole:

Babcia: „Czy zjesz jeszcze kawałeczek serniczka?”

Ja : „Nie chcę już, dziękuję”

Babcia: „No, ale dziecko, weź jeszcze kawałek. No przecież kto to zje?”

Ostrą odpowiedzią sprawiamy, że druga osoba od razu chce odbić piłeczkę i walczyć z nami, aż w końcu wciśnie nam ten sernik. Jak zatem możemy sformułować odpowiedź, aby uszanować pracę drugiej osoby i żeby nie odpalał się w niej tryb walki o swoje? 

Na przykład tak:

Babcia: „Czy zjesz jeszcze kawałeczek serniczka?

Ja : „Babciu, naprawdę już dziękuję, jestem już pełna. Muszę Ci powiedzieć, że w te Święta przeszłaś samą siebie i mogłabyś startować w zawodach cukierniczych”.

Z powyższych przykładów wyłania nam się schemat budowania odmowy, który możemy wprowadzić w życie. Znacie sposób przekazywania informacji zwrotnej “metodą kanapki”? Tutaj możemy użyć czegoś bardzo podobnego, ale nazwałabym to bardziej “metodą kanapki z masłem orzechowym i dżemem”, gdzie pieczywko to nasza odmowa,a kolejne warstwy budują jego smaczne uwieńczenie. 

Idąc tym tokiem myślenia, zamiast budować mówienie “nie” na samej odmowie, posłużcie się schematem odmowy podbudowanym docenieniem wysiłku drugiej osoby:

uprzejma odmowa + krótkie wyjaśnienie + pozytywna uwaga

Wydaje się to słodkie i polukrowane? Może i tak, jednak moim zdaniem warto pozostawić osobę której odmawiamy z poczuciem, że doceniamy to co dla nas zrobiła i budować z nią pozytywną relację, zamiast wchodzić na wojenną ścieżkę.

Nie musisz się tłumaczyć

.

Bycie asertywnym nie wymaga od nas tłumaczenia się, bo to z kolei może wprowadzać w nas poczucie winy. A przecież wiemy czego chcemy i zależy nam na postawieniu na swoim. Z drugiej jednak strony, krótka informacja dlaczego odmawiamy może spowodować, że odbiorcy będzie łatwiej zrozumieć nasze położenie. Dlatego jeśli wspominamy jaki jest powód odmowy to krótko, bez wgłębiania się w szczegóły. Przykładowo, okazało się, że mamy celiakię i z dnia na dzień musimy odstawić gluten.

Ciocia: „Kochanie, ale nałóż sobie jeszcze tych kopytek”.

Ja: „Ciociu, ogromnie żałuję, ale lekarz powiedział mi, że muszę odstawić gluten. Wiesz jak uwielbiam Twoje kopytka, są najlepsze na świecie, gdybym mogła to już dawno wzięłabym dokładkę”.

Jasna i zwięzła informacja, a do tego podparta autorytetem lekarza. Oczywiście odpowiedź dobrze jest formułować pod odbiorcę, jestem jednak pewna, że w miarę nabierania praktyki będzie Wam dużo łatwiej sprawnie odmawiać.

Nie wprowadzaj innych w błąd i pomóż, jeśli możesz

.

Jeżeli wiecie, że w Waszej diecie nie może pojawiać się gluten, nabiał, jabłka itd., albo jesteście na diecie wegetariańskiej, czy innej. Jednym słowem, Wasz model żywieniowy jest inny, niż model żywieniowy całej rodziny, to poinformujcie ją o tym. Najgorsze co można zrobić to nie jeść nabiału od roku i oznajmić o tym wszystkim w trakcie świątecznego obiadu. Najzwyczajniej w świecie jest to nie fair. Poza poinformowaniem organizatorów imprezy o swoich ograniczeniach żywieniowych świetnym gestem będzie zaproponowanie, że przyniesiecie coś swojego, ot tak, żeby wszyscy mogli spróbować. Nie dość, że dacie innym możliwość poszerzenia kulinarnych horyzontów to zdejmiecie z barków babci, czy rodziców dodatkową pracę, a sami będziecie mieć co zjeść.

Dodaj asertywności trochę uśmiechu

.

Wracając do asertywności żywieniowej. Odmawianie jest tematem drażliwym i zarówno jak my nie potrafimy odmawiać, tak nasze społeczeństwo nie jest nauczone przyjmowania odmowy i zaakceptowania, że ktoś może chcieć inaczej. Oczywiście nie we wszystkich kwestiach, jednak są takie, na które jako naród jesteśmy szczególnie wyczuleni i nie dajemy za wygraną. I niech teraz za przykład posłuży nam wesele, na którym wszyscy piją alkohol, a my nie, bo jesteśmy na diecie, albo najzwyczajniej w świecie nie lubimy pić.

Gość weselny: „No to co? Po kieliszeczku?”

Ja: „Nie dzięki, jestem na diecie”.

Gość weselny: „Na diecie? A z czego ty chcesz chudnąć? Ze mną się nie napijesz? Po co marnować życie na diety?”

I tutaj oczami wyobraźni widzę jak godzę się na jeden kieliszek, który okazałby się wstępem do całej reszty toastów. Jak zatem przeprowadzić taką rozmowę, żeby z powodzeniem odmówić.

Gość weselny: „No to co? Po kieliszeczku?”

Ja: „Jasne, że tak! Nawet stuprocentowo!” – i tutaj sięgacie po swój nalany wcześniej soczek pomarańczowy.

Ta sytuacja wywoła uśmiech u wszystkich dookoła i załagodzi odbiór odmowy. Trenowanie mówienia “nie”, szczególnie przy takich okazjach, które wydają się bez wyjścia będzie przyczyniać się rozwoju Waszych umiejętności komunikacyjnych oraz do wzmocnienia Waszej pewności siebie.

Rodzina i znajomi nie są odpowiedzialni za nasze wybory żywieniowe

.

Zbliżając się ku końcowi, chciałabym zahaczyć o pewne przekonanie, które towarzyszy nam przy różnych wizytach – „że zjedliśmy, bo nie mieliśmy wyboru”. Pamiętajcie, że zawsze macie wybór i to, czy odmówicie dokładki mięska, kolejnego kawałka serniczka, czy kieliszka wina, zależy tylko od Was samych. Bo co tak naprawdę dzieje się, gdy zasłaniacie się tym, że nie mieliście wyboru? Zrzucacie odpowiedzialność na drugą osobę i tłumaczycie się sami przed sobą, że nie było przecież innego wyjścia. To, że lodówka w domu rodziców, babci, czy teściów obładowana jest od góry do dołu jedzeniem nie oznacza, że jesteście postawieni przed sytuacją bez wyjścia, w której musicie te rzeczy zjeść.

Asertywność nie zawsze wychodzi

.

Wiedzcie, że nie zawsze uda nam się być asertywnymi. To nic złego, w końcu czasami trzeba odpuścić. Warto jednak przewartościować te wszystkie „okazje”, które na nas czekają i ustalić z sobą samym, które są faktycznie tymi wydarzeniami przy których będziemy pozwalać sobie na odstępstwa, a które nie.

Co Cię interesuje?

Najnowsze wpisy